Darmowa rewolucja

Wtorek 27.07.2010

Darmowa rewolucja

W najnowszym sierpniowym numerze brytyjskiego wydania magazynu GQ ukazał się artykuł autorstwa Paula McGuiness’a – menedżera współpracującego m.in. z U2, PJ Harvey i The Rapture. Tekst jest próbą usystematyzowania lat walki z piractwem cyfrowym, diagnozy obecnego stanu przemysłu muzycznego, oraz przewidzenia kierunku, z którego nadejdą oczekiwane przez branżę zmiany na lepsze.

W obszernym tekście McGuiness porusza wiele wątków, powołuje się na konkretnych artystów, ale za główną oś, wokół której buduje argumentację obiera „fetysz” darmowości i sposób w jaki odmienił on oblicze świata muzyki.

To właśnie w szerokim darmowym dostępie do treści muzycznych znany menedżer dostrzega źródło zapaści branży. Jego zdaniem „żyjemy w erze gdzie „darmowe” dewastuje przemysł muzyczny i to samo zaczyna robić z filmem, telewizją oraz książkami. Jednak dla dostawców Internetu „rozdętych” przez lata wzrostu sprzedaży szerokopasmowego dostępu do sieci, „darmowa muzyka” zapoczątkowała szczęśliwą passę wartą miliardy”.

W dalszej części tekstu menedżer U2 przechodzi do opisu poszczególnych problemów generowanych przez piractwo muzyczne. „Z artystami zawieranych jest coraz mniej umów. Dochody gwałtownie spadają, a wysiłki mające na celu dostarczenie realnych sposobów osiągania zysku są niweczone przez piractwo” – podkreśla autor artykułu.

McGuiness przytacza także najnowsze dane opublikowane przez Międzynarodową Federację Przemysłu Fonograficznego (IFPI), według których 95% całości muzyki ściągniętej z Internetu w roku ubiegłym została pozyskana nieodpłatnie.

Nie odbywa się to bez wpływu na miejscowe rynki muzyczne, które od Hiszpanii po Brazylię załamują się. Co więcej niezależne badania zatwierdzone przez związki zawodowe ostrzegają, że w wyniku piractwa nad milionem osób związanych z branżą wisi widmo utraty pracy w ciągu najbliższych pięciu lat. „Jak widać nie jest to jedynie problem mniejszej liczby limuzyn dla bogatych gwiazd rocka” – twierdzi menedżer.

McGuiness stara się także walczyć z funkcjonującym w środowiskach popierających piractwo, mitem narzekających na swój „ciężki” los gwiazd, dokonując celnej obserwacji. Przyznaje, że piractwo w znikomym stopniu dotyka wykonawców formatu U2. Uważa, że artystów powinno charakteryzować nie mniej poważne podejście do interesów niż do samej muzyki. Jego zdaniem członkowie U2 to zrozumieli i w sposób ostrożny kroczyli ścieżkami swoich karier muzycznych. Podpisywali dobre umowy i utrzymali kontrolę nad swoim życiowym dziełem.

Problem w tym, że „dzisiaj młodzi i początkujący wykonawcy tracą tę kontrolę i nie jest to ich winą” - zauważa McGuiness. Dzieje się tak za sprawą piractwa i sposobu w jaki Internet dewaluuje ich pracę.

W swoim tekście McGuiness odnosi się do popularnych zarzutów, które środowiska sprzyjające piractwu stawiają wytwórniom muzycznym. Według nich np. wytwórnie same ściągnęły na siebie swój los wskutek zacofania i niedostosowania do nowych realiów rynkowych. „Kimkolwiek byli ci anachroniczni menedżerowie pragnący raczej utrzymać stary model biznesowy niż przyjąć nowy, odeszli dawno temu. W ubiegłym roku ponad ¼ całości sprzedanej muzyki na świecie została nabyta w sieci. Wytwórnie płytowe wiedzą, że muszą zmonetyzować Internet, inaczej nie przetrwają” – przekonuje autor.

Menedżer pokusił się także o syntetyczne podsumowanie kryzysu, który jest udziałem branży muzycznej od przeszło dekady. „Gdybyśmy mieli streścić kryzys przemysłu muzycznego jednym słowem to byłoby nim – „darmowy”. Cyfrowa rewolucja w zasadzie uczyniła muzykę - darmową. Aktualnie to samo robi z filmami i książkami. Przez lata mocowaliśmy się (tzn. branża muzyczna, przemysł kreatywny, rządy i ciała nadzorcze) z tą nową koncepcją – „darmowego”. Raz walczyliśmy jak potwór, by po chwili traktować „darmowe” jak przyjaciela.

Jako konsumenci pokochaliśmy „darmowe”, ale jako twórcy oczekujący wynagrodzenia za swoją pracę traktowaliśmy „darmowe” jak swój najgorszy koszmar. W ostatnich latach przemysł muzyczny próbuje „zwalczyć darmowe darmowym”, poszukując zysków w reklamie, merchandisingu czy sponsoringu – w zasadzie uciekając się do wszystkich możliwych sposobów nie sięgając do portfeli konsumentów. Te wysiłki odniosły niewielki sukces. Dzisiaj „darmowe” jest wciąż największym problemem przemysłu kreatywnego" – podkreśla McGuiness.

Autor dostrzega jednak pewne symptomy zmiany na lepsze. Jego zdaniem zaczęliśmy dostrzegać problem. „O ile na początku ostatniej dekady zakrawało na herezję kwestionowanie mantry „darmowego contentu” w sieci, o tyle dzisiaj przyjmujemy dużo bardziej trzeźwe spojrzenie, widząc zniszczenia jakie „darmowe” poczyniło w przemyśle kreatywnym, a przede wszystkim w świecie muzyki” – uważa menedżer U2. Zmiany klimatu wokół piractwa muzycznego upatruje w działaniach poszczególnych rządów, które w ślad za Wielką Brytanią i Francją przyjmują prawo, które jeśli będzie przestrzegane, ma szansę widocznie zmniejszyć transfer „darmowej” muzyki, filmów oraz programów telewizyjnych w sieci. Według McGuinessa w końcu zaczynamy rozumieć co „darmowy” naprawdę oznacza dla świata muzyki i pracy kreatywnej.

Oprócz działań legislacyjnych, które mają pomóc w ograniczeniu piractwa muzycznego duże nadzieje autor pokłada w nowoczesnych serwisach internetowych takich jak Spotify. Dostrzega jednak ich ułomności, a raczej wyzwania jakim muszą sprostać, by odnieść sukces rozumiany jako satysfakcjonujący właścicieli serwisu, muzyków, wytwórnie płytowe i wydawców, podział zysków. Żeby to osiągnąć Spotify z nieodpłatnego serwisu utrzymującego się jedynie z reklam będzie musiał przekonwertować pokaźną część swoich użytkowników w płatnych subskrybentów - co nie będzie proste.

McGuiness wskazuje również na konieczność włączenia grupy dostawców Internetu do ogólnej debaty na temat piractwa. Za niemożliwy do zaakceptowania uznaje panujący powszechnie pogląd, że darmowy content jest „nieuniknionym faktem życiowym przyniesionym przez niepowstrzymany postęp technologiczny”. Według McGuinessa ta banalna formułka ma odwrócić uwagę od providerów Internetu, którzy na nielegalnej zawartości sieci zarabiają miliardy. Autor przytacza dane zgodnie, z którymi dochód firm oferujących dostęp do Internetu (stacjonarnego i komórkowego) zwiększył się czterokrotnie w latach 2004-2009 roku i wyniósł 226 mld $. W tym samym czasie dochód przemysłu muzycznego spadł z 25 mld $ do 16 mld $. Darmowy kontent w znacznym stopniu pomógł wygenerować zyski przemysłów telekomunikacyjnego i technologicznego.

McGuiness proponuje dwa sposoby na unormowanie zaistniałej sytuacji. Pierwszym ma być komercyjna współpraca branży muzycznej z dostawcami Internetu, a drugim wzięcie części odpowiedzialności za przepływ nielegalnych treści w sieci przez prividerów.

Autor kreśli wizję przyszłości świata muzyki, w której politycy, środowisko muzyczne i dostawcy Internetu ponoszą wspólną odpowiedzialność za przepływ nielegalnych treści w Internecie, podejmują wspólne działania w celu walki z piractwem i wypracowują modele biznesowe, które pozwolą na osiąganie satysfakcjonujących, a co najważniejsze sprawiedliwie dzielonych zysków.

Pełna treść artykułu pod adresem: http://www.atu2.com/news/paul-mcguinness-on-music-piracy.html

eZ Publish™ copyright © 1999-2012 eZ Systems AS